że świat się wtedy nie zawalił. Gdy Hatchiko został sam po śmierci swojego pana, pociągi nadal kursowały, ludzie wciąż gonili za swoimi sprawami, zegar odmierzał godziny, słońce wstawało i zachodziło, a czas nieubłaganie biegł do przodu. Jest kilka takich filmów, które wyciskają łzy z oczu. Hatchiko to historia wielkiej psiej miłości do swojego człowieka i potędze tęsknoty. Wzruszający film o psie, który codziennie towarzyszył swojemu właścicielowi w drodze na dworzec i cierpliwie czekał na jego powrót. Gdy właściciel zmarł, pies przez dziewięć lat wracał codziennie na dworzec, wypatrując powrotu swojego pana.
Dla psa każda naszą nieobecność to powód do wielkiej troski. Pies nie wie, kiedy wrócimy, czy wrócimy, i dlaczego nas tak uporczywie nie ma. Gdy bierzemy szczeniaczka piesek przyzwyczaja się do naszego rytmu, zostaje nauczony zostawania samemu na chwile, na dłużej. Pies lubi porządek, rutynę; lubi gdy sekwencje sie powtarzaja. Mówiąc o wewnętrznym zegarze może pokuszę się o przesadę, ale pies rozpoznaje pory dnia i potrafi się w nich orientować. Mogę dorabiać historię do tego, że psy potrafią odliczyć bimbanie zegara, czy kuknięcia kukułki, że analizują, jak i gdzie układa się światło na podłodze i kiedy w końcu będzie ta godzina, że ich ludzki przyjaciel się znowu pojawi. Szczęśliwy czworonóg to ten, którego dwunug może być cały czas z nim, ale jest to luksus, na który mało kto może sobie pozwolić. Dlatego warto od samego początku przyzwyczajać psa to tego, że czasem musimy wyjść i wyjścia mogą być dłuższe. Oswajanie lęku separacyjnego to temat na osobny post, ale z racji, że sezon wakacyjny powoli się kończy, chciałam podzielić się kilkoma przemyśleniami na temat tego, co zrobić z czworonogiem, gdy planujemy dłuższy wyjazd.
Opcja pierwsza: zawsze tam gdzie ty. Czyli zabierać psa ze sobą. Gdy sięgnę pamięcią, psy towarzyszyły w większości naszych eskapad. Często lądowaliśmy w miejscach ciut innych, od tych, które sobie wymarzyliśmy, ale były to miejsca, gdzie mogliśmy być wszyscy razem, łącznie z psem. Obecnie coraz więcej ośrodków, hoteli czy agroturystyk jest otwartych na przyjęcie zwierząt domowych. Jednakże przed zarezerwowaniem wakacji warto sprawdzić, czy i jak wysoka jest opłata za psa. Czasem można się zdziwić wysokością dopłaty. Podróżowanie z psem wymaga wyrzeczeń i przygotowania. W zależności od tego, jak długa to ma być podróż, trzeba się do niej przygotować. Zawsze warto mieć ze sobą psie dokumenty poświadczające aktualność szczepień, a w przypadku podróży zagranicznych psi paszport, również z naklejką/ wpisem o ostatnim szczepieniu przeciw wściekliźnie.
W przypadku podróży autem trzeba ją rozplanować tak, by był czas na przerwy, spacery i posiłki. Trzeba też znać swojego psa, niektóre czworonogi cierpią na chorobę lokomocyjną i przed podróżą potrzebują konsultacji z weterynarzem i środków pozwalających im przetrwać dłuższą trasę. Pieska w podróży należy zabezpieczyć, niezależnie od tego, czy podróżuje na tylnym siedzeniu, czy w bagażniku, jego miejsce powinno być przygotowane i zabezpieczone. W obecnych czasach są specjalne psie foteliki, pasy bezpieczeństwa i szelki pomagąjące zabezpieczyć psa i pasażerów. W przypadku, gdy pies jedzie w bagażniku, półka musi być zdjęta, a część między bagażnikiem a siedzeniami oddzielona kratką, by pies nie przemieszczał się po aucie. Gdy pies podróżuje na przednim fotelu obok kierowcy, musi być wyłączona poduszka powietrzna, pies musi być przypięty i najlepiej, żeby siedział w specjalnym transporterze / psim foteliku.
Z historii nie do powtarzana – kot w kabinie auta bez transportera, to głupota. I’ve done that – i nie wiem, co wtedy miałam w głowie, na szczęście kot mnie nie podrapał, nie usiadł mi na głowie, nie wskoczył pod pedały, ale że to było nieroztropne, to mało powiedziane
Z historii nie do zapomnienia z zamierzchłych czasów, gdy podróżujący pies to ewenement, a środkiem lokomocji był maluch, zastępujący jakiegoś starego opla – nasz pierwszy pies chciał uciekać, bo myślał, że motor go goni, więc podróż polegała na trzymaniu psa, by nie pchał się w stronę przedniej szyby. 🙂
To samo ma się do podróżowania pociągiem. Kupując bilet dla siebie, trzeba kupić też bilet dla psa. Tak samo, jak w przypadku podróży autem, trzeba zabrać psie dokumenty. Należy pamiętać, że w pociągu jest dużo innych ludzi i nie każdy musi kochać zwierzęta, więc trzeba przygotować się na utyskiwania podróżnych i mieć w zapasie kaganiec. Jest niewiele firm, które robią kagańce, TU jest polecajka firmy, która robi specjalne gadżety tylko dla chartów i basenji. Jeśli jest możliwość, można zabrać ze sobą transporter, ulubioną poduszkę, kocyk lub klatkę kennelową. Coś, na czym/ w czym pies będzie się czuł bezpieczny, będzie miał wydzieloną bezpieczną przestrzeń. Dla nas kanapka, dla psa jego karma i woda na drogę. Można zaopatrzyć się w miseczki turystyczne albo butelkę z podajnikiem na wodę. Jeśli podróż będzie trwała dłużej, można na wszelki wypadek zabrać też podkład higieniczny i przygotować się na ewentualność, że psu może chce się siku. Tu niestety chłopcy mają trudniej, bo lubią podsikiwać i zaznaczać wszystkie kąty, dziewczyny są bardziej wytrzymałe. Gdyby jednak pies musiał się załatwić, nie bądźmy świnkami i posprzątajmy, ale zanim ruszymy w podróż, zawsze starajmy się, by te potrzeby były załatwione.
Jeśli chodzi o samolot, tu nie będę się udzielać, bo nigdy nie zabierałam psa w podniebną podróż. Każda linia lotnicza ma swoje wytyczne. Z reguły pieski do 8kg mogą lecieć z pasażerem w kabinie, większe pieski już niestety nie. Baski minimalnie przekraczają tę granicę, dlatego jeśli kiedyś będzie nam dany taki wspólny lot, będziemy zgłębiać ten temat, póki co rolujemy się po ziemi.
Opcja druga: meine Gang, meine Gang. Czyli wszystko, czego potrzebuję to mój gang, moja paczka, moje plemię. Dla mnie najlepszym back-upem, gdy nie mogę zabrać psa ze sobą jest rodzina. Rodzice, którzy zawsze chętnie zgarną kolejnego psa. Babcia, która zawsze pomagała i na czas wyjazdów przenosiła się do nas, by móc zadbać o czworonogi. Przyjaciółka, fajna sąsiadka. Ktoś, kogo znam i wiem, że lubi mnie z całym przybytkiem i że zarówno ta osoba, jak i czworonóg będzie szczęśliwy w takim układzie.
Opcja trzecia: psie aplikacje. Tuż przed sezonem wyjazdowym w internecie 'śledziły’ mnie reklamy i zajawki o Petsy czy Pawaway, platformach pomagającej znaleźć petsittera lub tymczasowy nocleg dla zwierzaka. Ludzie, którzy mają czas i możliwości oferują pomoc w zajmowaniu się zwierzakami innych ludzi, którzy gdzieś muszą wyjechać albo potrzebują pomocy w opiece nad czworonogiem. Można tam się połączyć z kim, kto oferuje pomoc w wyprowadzaniu psa, albo może zaoferować nocleg u siebie w domu. Idea fajna, ale jak zawsze, jest to pewna niewiadoma. Trzeba zaufać, że osoba, której powierzymy pupila jest osobą odpowiedzialną. Jest to loteria. Mnie ta formuła jednocześnie pociąga ale i odstrasza. Wolę mimo wszystko powierzyć swojego czworonoga, komuś, kogo znam i lubię, i nie sugerować się fajnym zdjęciem i kilkoma zdaniami opisu siebie. Odstręcza mnie też gamifikacja kolejnej strefy życiowej: fakt, że kolejna płaszczyzna ludzkiej aktywności, tzw. zwykłej ludzkiej przysługi musi być oceniana, nagradzana gwiazdką, komentarzem, eksponowana w rankingach i do tego opatrzona nieadekwatną liczbą zdjęć.
Opcja czwarta: psi hotel. Są psie hotele, oferujące profesjonalną kadrę, psich behawiorystów, podgląd kamer na swojego pupila, z umowami określającymi liczbę spacerów w ciągu dnia, updateami przez SMS/Whatsapp. Wszystko można sprawdzić, zobaczyć warunki,w jakich piesek będzie przebywał na czas nieobecności właścicieli. Decydując się na to rozwiązanie warto mieć zapas czasu, żeby psa zapoznać z takim miejscem i zminimalizować jego stres i spróbować zaaklimatyzować do nowych warunków. Nie jest to rozwiązanie, które ja bym wybrała, ale jest to jakaś możliwość zabezpieczenia zwierzęcia podczas nieobecności. W tym przypadku po odbiorze psa z psiego hotelu należy się szykować, że poza złamanym sercem, traumą będzie trzeba leczyć również lambliozę albo inne bakteryjne infekcje…


