Wiele razy ktoś nas pytał, a co ten pies ma na szyi?
Zależne od humoru odpowiadaliśmy: telefon, wynalazek XXI wieku, albo tak jak jest faktycznie – gpsa. W przypadku psów z silnym instynktem puszczonych luzem takie rozwiązanie może być niesamowicie pomocne, gdy pies nie chce się dać odwołać, bo na horyzoncie pojawiła się wrona, bażant lub inna potencjalna zdobycz. Co daje coś takiego? Urządzenie jest podłączone do aplikacji na telefonie, gdzie można zobaczyć na mapach, gdzie pies aktualnie przebywa. Urządzenia pozwala zliczyć kilometry, które pies zrobił oraz ilość i jakość snu. Jest też funkcja pozwalająca zobaczyć pieski w takim samym urządzeniem okolicy i ich statystyki spacerowo/biegowe. Jest to fajny gadżet dla swobodnie brykających dzikusów.
Wiele osób nie decyduje się na puszczanie baska ze smyczy. Rozumiem obawy, ale pies, który nie jest w stanie swobodnie pobiegać, nie będzie czuł się dobrze. Swobodna eksploracja i możliwość węszenia to jedna z najważniejszych psich potrzeb. Pozostają psie wybiegi albo odwiedziny u kogoś kto ma ogrodzoną działkę albo… Podstawowa kwestia – nauka przywołania i odwołania; sprawienie, by pies się nas słuchał i do nas wrócił nawet podczas najbardziej ekscytującej wyprawy. Basenji pod tym względem jest trudny do nauczenia i raczej nigdy nie będzie psem przynożnym. Natomiast jest szansa na osiągnięcie plus minus 85% posłuszeństwa w przypadku puszczania basenji na terenach nieogrodzonych i nieprzebodźcowanych. 😉
Jak to zrobić? Trzeba wypracować komendę “wróć”, albo “masz”, albo “do mnie”, po której pies, gdy wróci do właściciela (przywołanie) lub przerwie jakąś inną, niepożądaną przez właściciela aktywność (odwołanie), dostatnie smaczka/ nagrodę. Tak, żeby kojarzył posłuszeństwo z nagrodą, żeby wiedział, że mu się opłaca wrócić/ przerwać coś co właśnie robi, bo za to coś dostanie. Warto go wtedy posmyrać za uszkiem, pogłaskać, powiedzieć mu komplement, że jest super i mądry. Pozytywne wzmocnienie zawsze działa, im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. Większość psiej tresury odbywa się w ten sposób, gdy chcemy wypracować jakieś zachowania, nagradzamy po zrealizowaniu komendy albo właściwego ustawienia (to jest ważne w pracy na ringu).
Nauka przywołania i odwołania to długi proces i warto zaczynać, gdy piesek jest mały i stopniować trudność treningu. Przywoływać w domu i nagradzać, przywoływać na spacerze, ćwicząc ze smyczą do treningów na różnych długościach i nagradzać. Ćwiczyć na psich wybiegach i nagradzać, ćwiczyć w terenie i nagradzać. Ćwiczyć – nagradzać i nie tracić cierpliwości. Nie należy też zbyt szybko zwiększać oczekiwań, każdy etap trzeba przećwiczyć wiele razy, zanim przejdzie się do kolejnego. Czasami pies nie ma ochoty, a czasem właściciel jest nie jest w formie, dlatego dobrze jest robić to, gdy zarówno pies i właściciel są pozytywnie nastawieni. Trening ma się kojarzyć z super zabawą, z czymś wesołym, a nie czymś, co frustruje. Dlatego, gdy nam nie idzie, zróbmy sobie przerwę. Gdy trochę brakuje radości, weźmy ulubioną psią zabawkę i się spróbujmy pobawić. Gdy zwierzak się rozochoci, spróbujmy poćwiczyć.
Nie zmarnujmy też swojej pracy, przywoływanie ma być nie tylko po to, żeby psa zgarnąć na smycz. Gdy pies zrozumie, że nam chodzi tylko o to, by go złapać, może przestać przychodzić i wtedy trzeba ponownie włożyć dużo pracy w ćwiczenia. Odroczenie nagrody może nastąpić dopiero, gdy pies już wiele razy wyćwiczył przychodzenie na komendę.
W szkoleniu psa ważne są też gesty dłoni (o tym będzie kolejny post) czy dotyk, po każdym dobrze wykonanym ćwiczeniu, pogłaszczmy naszego pupila.
Co może jeszcze pomóc? Używanie gwizdka czy klikera przy wołaniu, dodatkowe dźwięki mogą zapaść w pamięć i kojarzyć się z zawołaniem. Nie jest to moja metoda, ale wiem, że u niektórych działa.
Co jeszcze? Trzeba pamiętać, aby nagrody były atrakcyjne. Nagroda musi być czymś wyjątkowym. My też nie podjęlibyśmy się dodatkowych projektów w pracy, gdy nam za nie zapłacono, prawda?
Próbujmy i znajdujmy swoje sposoby, a gdy nic nie zadziała… Pozostaje kolia z gpsem. 🙂

